Mieszkańcy polskich miast i gmin muszą przygotować się na kolejny cios w portfele. Choć nowy system kaucyjny miał być ekologicznym sukcesem, specjaliści z branży odpadowej alarmują, że jego efektem ubocznym mogą być drastyczne podwyżki opłat za odpady komunalne. Gdzie podzieją się miliony złotych z nieodebranych kaucji i dlaczego samorządy stracą płynność finansową?
Samorządowy paradoks, czyli jak segregacja uszczupli lokalne budżety
Zależność jest prosta, choć dla wielu mieszkańców może brzmieć absurdalnie: im lepiej segregujemy butelki i puszki w sklepach, tym mniej pieniędzy zostaje w kasach naszych gmin. Jak to możliwe? Dotychczas cenne surowce wtórne (takie jak plastik PET czy aluminium) trafiały do tradycyjnych, żółtych pojemników na odpady. Samorządy mogły je legalnie sprzedawać do nowoczesnych sortowni, a zyskami z tej sprzedaży łatać dziury w lokalnych systemach gospodarki odpadami, co skutecznie hamowało wzrost stawek dla mieszkańców.
Gdy uruchomiony zostanie system kaucyjny, najbardziej wartościowe frazy odpadów znikną z miejskich kontenerów i powędrują prosto do sklepowych automatów. Szacuje się, że z rynku odpłynie ponad 520 milionów opakowań. Dla gmin oznacza to potężny spadek przychodów ze sprzedaży surowców przy jednoczesnym zachowaniu tych samych kosztów logistycznych (śmieciarki i tak muszą przejechać te same trasy). Aby zbilansować te straty, lokalne władze będą zmuszone wprowadzić podwyżki opłat za śmieci w gminach, przerzucając ciężar reformy na podatników.
Gdzie znikają miliony? Tajemnica nieodebranej kaucji pod lupą
Kolejną kontrowersją, która budzi ogromne emocje wśród ekspertów (co potwierdzają m.in. debaty z udziałem przedstawicieli Izby Gospodarki Odpadami), jest kwestia tzw. kaucji nieodebranej. Chodzi o sytuacje, w których konsument kupi napój, zapłaci dodatkową opłatę, ale z różnych powodów (wygody, zgubienia lub zniszczenia butelki) nigdy nie odda opakowania do punktu zbiórki.
Gdzie trafiają te „osierocone” pieniądze? Wbrew intuicji, fundusze te wcale nie zasilają budżetów gmin, które dbają o czystość naszych ulic, ani nie wracają do państwa. Środki z nieodebranych kaucji gromadzą operatorzy systemu – czyli prywatne spółki powołane przez producentów napojów. Choć teoretycznie pieniądze te mają finansować rozwój infrastruktury recyklingowej, eksperci branżowi wprost mówią o gigantycznym drenażu finansowym. Samorządy tracą bezpowrotnie dochodowy surowiec, operatorzy kumulują ogromne kapitały z nieoddanych butelek, a ostateczny rachunek za ten eksperyment i tak zapłacą mieszkańcy w swoich comiesięcznych rachunkach.