Zagrożenia

System kaucyjny w polskim wydaniu ma nie tylko kosztować miliardy. Ma też osłabić zasady bezpieczeństwa, które przez lata budowaliśmy w gospodarce odpadami.

W praktyce oznacza to, że sieci handlowe, które będą gromadzić tony butelek i puszek miesięcznie, zostaną potraktowane jak „nieprofesjonalni zbierający”, na równi z apteką czy szkołą, które przyjmują symboliczne ilości przeterminowanych leków czy też baterii.

To zestawienie mówi samo za siebie. Sklepy mają tysiące punktów w całym kraju i ogromne przestrzenie magazynowe. W żaden sposób nie można ich traktować jako „hobbystycznych” czy „niezawodowych” zbieraczy odpadów. Przepis jest przy tym tak niedoskonały, że nawet jego „beneficjenci” nie wiedzą, jak szeroko mogą korzystać ze zwolnienia.

Mówimy tu o ogromnych ilościach opakowań, które codziennie będą “spływać” do sklepów w całym kraju. To nie jest działalność okazjonalna, to pełnoprawny element zawodowej gospodarki odpadami, tylko pozbawiony wymogu decyzji, która dotąd była fundamentem kontroli i bezpieczeństwa systemu. Co więcej, legalnie działający w odpadach przedsiębiorcy ponieśli ogromne koszty związane z dostosowaniem się do coraz bardziej restrykcyjnego prawa. A dziś co się dzieje? Dziś, jak się okazuje, to już znaczenia nie ma.

Takie rozwiązanie to de facto cofnięcie się do czasów sprzed „pakietu pożarowego”, kiedy Polska zmagała się z falą płonących składowisk i działalnością szarej strefy. Wtedy państwo uszczelniło przepisy, wprowadziło dodatkowe rygorystyczne wymogi, których koszty – jak wskazano powyżej – ponieśli przede wszystkim legalnie działający przedsiębiorcy. Dziś jednym przepisem cała ta logika zostaje wywrócona. Tylko co z przedsiębiorcami, którzy dostosowali się do prawa i zapłacili za to ogromną cenę? Co z mieszkańcami, których bezpieczeństwo miało być zapewniane przez wymagające prawo?

Filarem powinien być system rozszerzonej odpowiedzialności producenta, który przenosi odpowiedzialność za odpady opakowaniowe na producentów i pozwala zmniejszyć koszty gospodarowania odpadami opakowaniowymi, w tym ponoszone przez mieszkańców. Natomiast system kaucyjny jest uzupełnieniem ROP-u, ponieważ umożliwia osiągnięcie przez państwo wysokiego poziomu zbiórki odpadów opakowaniowych po napojach, które nadają się do recyklingu. W Polsce przyjęto jednak odwrotną kolejność: najpierw wprowadzany jest system kaucyjny, a dopiero później kluczowy ROP. To jest bardzo nietypowa kolejność.

 Efekt? Samorządy ostrzegają, że system kaucyjny wyjmie im z żółtych worków najbardziej wartościowe frakcje: puszki i butelki plastikowe. A to właśnie te surowce finansowały zagospodarowanie trudnych odpadów. Bez nich bilans się nie domknie, a koszty ponownie spadną na mieszkańców.

Kaucja w obecnym kształcie nie rozwiązuje żadnego problemu, bo jej pozytywny wpływ jest, według badań, wysoce dyskusyjny, przy jednoczesnym zabraniu najcenniejszych surowców z sektora odpadowego. Bez ROP nie zmieni się nic w projektowaniu opakowań i odpowiedzialności producentów. Dlatego eksperci mówią wprost: najpierw ROP, później kaucja. Inaczej system stanie się kosztownym eksperymentem, na którym ucierpią gminy i mieszkańcy. 

Biorąc pod uwagę, że systemy kaucyjne w dzisiejszym rozumieniu zaczęto wprowadzać w latach 80. można powiedzieć, że w 2025 Polska przyjmuje model z tamtych czasów, ciężki, nieprzystający do dzisiejszych możliwości, wymagający gromadzenia setek ton odpadów w sklepach i budowy całej nowej, logistyki i modelu. To tak, jakby w obecnej erze technologicznej inwestować w fax.

Tymczasem świat poszedł do przodu. W wielu krajach trwają pilotaże tzw. cyfrowych systemów kaucyjnych (nazywanych „DDRS” i opisanych tu LINK), które działają dzięki kodom QR i aplikacjom, bez konieczności wożenia i liczenia milionów pustych butelek. Tam kluczowe jest wygodne oddanie opakowania, a nie magazynowanie ich.

Polska zamiast skorzystać z doświadczeń innych państw i przynajmniej spróbować skorzystać z nowych technologii, wybiera rozwiązanie archaiczne, które generuje gigantyczne koszty, w polskim wydaniu dodatkowo niepewność prawną i ogromne problemy logistyczne. W efekcie zamiast nowoczesności i prostoty dostajemy ciężką machinę, która bardziej obciąża system niż go usprawnia.

System kaucyjny, który w założeniu miał być przełomem dla recyklingu w Polsce, może w rzeczywistości przynieść więcej szkody niż pożytku. Zamiast usprawnić gospodarkę odpadami, grozi rozregulowaniem istniejącego systemu i stworzeniem kosztownego, nieefektywnego mechanizmu, którego działanie opiera się bardziej na teorii niż praktyce. Skupienie się wyłącznie na wybranych rodzajach odpadów, takich jak butelki plastikowe, puszki i szkło po napojach (a te ostatnie miały już własny, dobrze działający system), niesie ze sobą poważne ryzyko.

Istnieje realna obawa, że nadmierna koncentracja uwagi społeczeństwa na odpadach objętych systemem doprowadzi do zaniedbania pozostałych frakcji, które choć nieobjęte nowym mechanizmem, nadal wymagają selektywnego zbierania i właściwego zagospodarowania. Odbierając gminom strumień najbardziej wartościowych surowców, takich jak butelki PET, narażamy cały system gospodarki odpadami komunalnymi na poważne rozchwianie. To właśnie te frakcje, prawidłowo segregowane, czyste i łatwe do sprzedaży, stanowią dziś fundament finansowy gminnych systemów selektywnej zbiórki. Bałagan związany z przepisami pełnymi luk i niejasności, może też wpłynąć na obowiązki gmin w zakresie uzyskiwania poziomów recyklingu. Już dziś wiadomo, że przekazywanie niezbędnych danych będzie przeogromnym wyzwaniem.

Skutki są łatwe do przewidzenia – prędzej czy później, wzrost opłat dla mieszkańców, gdyż ktoś przecież będzie musiał pokryć koszty coraz droższego i trudniejszego do zbilansowania systemu. Paradoksalnie więc, rozwiązanie mające na celu zwiększenie poziomów recyklingu może doprowadzić do jego zahamowania i przerzucenia ciężaru finansowego na lokalne społeczności.

Co więcej, system ten opiera się na założeniu, że konsumenci będą gotowi zmienić swoje nawyki i masowo oddawać opakowania w punktach zbiórki. Jednak bez szeroko zakrojonej kampanii informacyjnej i realnych ułatwień logistycznych, możemy spodziewać się zniechęcenia, chaosu i spadku efektywności. Wielu obywateli nie będzie wiedziało, które opakowania są objęte kaucją, gdzie je oddać ani dlaczego mają to robić. Brak zaufania do systemu oraz zmęczenie kolejną biurokratyczną zmianą mogą skutecznie osłabić skuteczność recyklingu w Polsce.

Nie bez znaczenia jest też fakt, że system kaucyjny generuje olbrzymie koszty, zarówno dla producentów, jak i detalistów. To oznacza nie tylko droższe produkty dla konsumenta, ale również mniejszą efektywność całego łańcucha zagospodarowania odpadów.

W obliczu tak wielu wątpliwości, niejasności i ryzyk, trudno mówić o systemie kaucyjnym jako o skutecznym narzędziu w walce o nowoczesną gospodarkę odpadami w Polsce. Raczej jako o kosztownym eksperymencie, którego skutki mogą się okazać odwrotne do zamierzonych.

W teorii system kaucyjny ma wspierać ochronę środowiska. W praktyce, jego wprowadzenie to gigantyczne obciążenie dla całej branży handlowej i produkcyjnej. Zamiast realnego wsparcia i przemyślanych rozwiązań mamy chaos, koszty i niepewność.

Handel będzie na pierwszej linii frontu i to bez wsparcia!  Sklepy zostaną zmuszone do przyjmowania zużytych butelek lub puszek, niezależnie od ich stanu. Brudne i zgniecione, ale jak klient przyniesie, sklep musi przyjąć. Poza tym, przede wszystkim małe sklepy, nie mają miejsca na magazynowanie opakowań, nie mają, ale muszą je znaleźć. Bez odpowiednich środków, bez miejsca, bez wsparcia, może być to gwóźdź do trumny. Co prawda, w teorii sklepy od 200 m2 mają nieco korzystniejsze warunki lokalowe niż małe sklepy, ale w praktyce system nakładający na nie liczne obowiązki formalne zamiast być ułatwieniem stanie się dla nich kolejnym biurokratycznym obciążeniem. Z analiz Polskiej Izby Handlu wynika, że średniej wielkości sklep będzie musiał dopłacać do obsługi systemu nawet 2-2,5 tys. Zł miesięcznie, co w skali roku wyniesie nawet 30 tysięcy zł[1]! Dodając do tego konieczność kredytowania kaucji oddawanej konsumentom, wiele sklepów może nie udźwignąć tych obciążeń finansowych i mieć problemy z przepływami gotówki.

A automaty do zbierania butelek? Kosztowne i problematyczne. Ogromne inwestycje bez gwarancji, że maszyna się nie zepsuje lub że klienci będą z niej prawidłowo korzystać. Co więcej, sklepy będą musiały radzić sobie z jeszcze bardziej skomplikowaną obsługą klienta. Zwroty kaucji, rozliczenia, pytania i reklamacje, to wszystko będzie na głowie sprzedawców. Jeśli maszyna nie będzie chciała przyjmować butelki czy puszki, cała złość konsumenta skupi się na sklepie, który nie jest odpowiedzialny za organizacje systemu!

Producenci będą natomiast mierzyć się z wyższymi kosztami oraz brakiem jasności co do podstawowych zasad systemu. Będą musieli wprowadzić nowe etykiety, nowe opakowania oraz odnaleźć samodzielnie odpowiedzi na wiele pytań, na które ustawa nie odpowiada. Innymi słowy, wszystko zmieniać, dostosowywać i testować na żywym organizmie. Na końcu tego łańcuszka i tak za wszystko zapłaci konsument.

W skrócie, wyższe ceny, dłuższe kolejki, więcej nieporozumień. Klienci będą niezadowoleni, a odpowiedzialność spadnie na sprzedawców i producentów.

System, który w założeniu miał poprawić recykling, może stać się drogim, nieefektywnym i frustrującym obowiązkiem dla całej branży. Bez realnych konsultacji i bez praktycznych rozwiązań, to przepis na kryzys, a nie ekologiczną rewolucję.

Producenci korzystający z tradycyjnych, szklanych butelek zwrotnych biją na alarm wskazując, że nowe przepisy w obecnym kształcie mogą całkowicie zepchnąć wielorazowe opakowania z rynku. Tymczasem od lat działają skuteczne i sprawdzone systemy kaucyjne, szczególnie w branży piwowarskiej i wód mineralnych. Są to systemy dobrowolne, oparte na bezpośredniej współpracy producentów z handlem, bez zbędnej biurokracji i pośredników. Ich ogromną zaletą jest wysoka efektywność, polegająca na tym, że butelki wielokrotnego użytku krążą w zamkniętym obiegu między browarami, dystrybutorami i sklepami, a koszty i logistyka są w pełni kontrolowane przez samych producentów. Co więcej, niewykorzystana kaucja wraca do producenta i wspiera system umożliwiając uzupełnienie brakujących butelek. Zamiast wspierać model gospodarki obiegu zamkniętego, który działa, nowe przepisy mogą go zniszczyć.

Producenci szacują, że na polskim rynku krąży nawet około miliarda szklanych butelek wielokrotnego użytku. Każda z nich jest napełniana i trafia do sprzedaży wielokrotnie w ciągu roku, a niektóre przechodzą nawet kilkadziesiąt cykli obiegu. To właśnie czyni je jednym z najbardziej ekologicznych rodzajów opakowań.

Dlaczego więc system kaucyjny, który w założeniu ma wspierać cele środowiskowe, może przynieść skutki wręcz odwrotne? Otóż zgodnie z ustawą, dotychczasowe, skuteczne i samodzielnie systemy kaucyjne będą mogły działać tylko do końca bieżącego roku. Po tym czasie producenci zostaną zobowiązani do współpracy z tzw. operatorem (nazywany w ustawie podmiotem reprezentującym), czyli nowym podmiotem, który nie bierze dziś udziału w obiegu butelki, bo zwyczajnie nie jest do tego potrzebny.

W praktyce oznacza to, że prosty, dobrze działający system zostanie zastąpiony bardziej skomplikowaną strukturą, w której operator nie tylko pobierze opłatę za swoje usługi, ale zgodnie z przepisami przejmie również środki z niezwróconych kaucji. To właśnie te środki dziś wspierają producentów w uzupełnianiu brakujących butelek. Co więcej, operator ma też stać się formalną stroną umów z handlem i firmami logistycznymi, co dodatkowo utrudni obecnie obowiązujący system. Konstrukcja systemu zaburza także obecny przepływ logistyczny tych butelek, powodując zwiększenie kosztów i zburzenie obecnych systemów logistycznych, które działają skutecznie od wielu lat.

W efekcie szklana butelka wielorazowa, dotąd najtańsza i najbardziej ekologiczna opcja, stanie się rozwiązaniem droższym niż butelka jednorazowa, która paradoksalnie w nowym systemie w ogóle nie podlega kaucji. Dla producentów oznacza to wybór między niekonkurencyjnym opakowaniem, a koniecznością zmiany na model mniej zrównoważony. To realne straty finansowe i krok wstecz z punktu widzenia gospodarki obiegu zamkniętego.

Ustawa ma na celu zmianę działającego systemu poprzez nieuzasadnione inkorporowanie opakowań wielorazowych w system zaprojektowany dla opakowań jednorazowych. Problem jest jednak taki, że obydwa systemy mają zupełnie odmienne cele, gdyż butelki zwrotne muszą wrócić do producenta, a odpady opakowaniowe powinny trafić do recyklingu. Opakowania wielorazowe są produktami, a opakowania jednorazowe odpadami, mówimy więc o zupełnie różnych procesach i drogach, które zostały połączone w jeden system, który nigdy nie będzie ze sobą spójny.

Zamiast wspierać rozwój opakowań wielorazowych i motywować producentów do ich stosowania, prawo w Polsce idzie w zupełnie przeciwnym kierunku. Wbrew głosom ekspertów i praktyków rynku, forsowany jest model, który w praktyce niszczy dobrze działające systemy zwrotu i stopniowo wypycha opakowania wielokrotnego użytku z obiegu. Zamiast budować na tym, co już działa, przepisy dążą komplikacji, której skutkiem może być realna eliminacja najbardziej ekologicznych rozwiązań z rynku.

Andrzej Gantner z Polskiej Federacji Producentów Żywności, podczas debaty w sierpniu 2025 r., na pytanie czy jesteśmy gotowi w Polsce na start systemu kaucyjnego, odparł wprost: „No jasne, że nie jesteśmy gotowi! Co tu dużo mówić? Nie jesteśmy gotowi na taką skalę, na jaką chcielibyśmy być gotowi”. Andrzej Gantner podkreślił, że przy wielooperatorowym systemie kaucyjnym i obecnym kształcie ustawy bardziej realistycznym terminem startu systemu byłby 1 stycznia 2026 r., lub nawet 1 stycznia 2027 r.[2]

Wiele sieci handlowych rezygnuje ze sprzedaży napojów w opakowaniach, odmawiając w ten sposób uczestniczenia w systemie kaucyjnym. Coraz częściej pojawiają się artykuły prasowe, w których przedstawiciele jednostek handlu takich, jak Rossmann czy Leroy Merlin, wprost informują, że zdecydowano się na zakończenie sprzedaży napojów w opakowaniach.[3]

Jednostki handlu zwracają także uwagę na braki wyposażenia potrzebnego do obsługi systemu kaucyjnego, w szczególności maszyn RVM umożliwiających automatyczną zbiórkę opakowań i odpadów opakowaniowych.[4] Brak potrzebnych narzędzi oznacza opóźnienia i może powodować problemy dla konsumentów chcących zwrócić opakowania lub odpady opakowaniowe.

System kaucyjny wywołał także stanowczy sprzeciw środowiska farmaceutów wskazujących, że udział aptek w systemie kaucyjnym zagraża ich podstawowej funkcji. Przedstawiciele farmaceutów argumentują, że w aptekach niezbędne jest zachowanie sterylności, której zagrozić mogą opakowania i odpady opakowaniowe gromadzone w ramach systemu kaucyjnego[5].

Dla mieszkańców system kaucyjny ma stać się nową codziennością. Przy zakupie wybranego napoju objętego systemem (a nie wszystkie są nim objęte) zapłacisz dodatkowo kaucję, którą odzyskasz po zwrocie pustego opakowania. Brzmi łatwo? Tak się wydaje, ale zobaczmy, jak wygląda to w praktyce.

W praktyce oznacza to, że butelkę musisz zanieść z powrotem do sklepu, znajdującego się często dużo dalej niż odległość do najbliższego śmietnika w mieszkaniu, czy też pod domem. W teorii „w każdej gminie będzie przynajmniej jeden punkt zbiórki”, ale w rzeczywistości może to być oddalony supermarket albo automat schowany gdzieś na uboczu jednostki handlowej.

To także zupełnie inna skala pieniędzy. Już na starcie konsumenci wyłożą miliardy złotych w kaucjach, z czego znaczna część nigdy do nich nie wróci. Butelki się zgubią, nie zostaną oddane albo po prostu nie będzie, gdzie ich zwrócić. Co więcej, „nieodebrane kaucje” staną się stałym źródłem finansowania systemu, wypaczając sens jego istnienia.

Dzisiejszy system kaucyjny to złożona i kosztowna machina, która przerzuca ciężar całego procesu na konsumentów. Co więcej, odbierze gminom część przychodów z recyklingu, które dotąd pomagały obniżać opłaty za śmieci, ten koszt zaś pokryją mieszkańcy. Efekt? Drożej, drożej, drożej i trudniej. Dla kogo? Niestety dla nas wszystkich, jako konsumentów i mieszkańców gmin.

Skoro przygotowania zaczynają się tak późno, trudno mówić o starcie, który będzie realny i widoczny dla mieszkańców.

Tu dochodzimy do sedna, tj. jak my, zwykli mieszkańcy, mamy się w tym odnaleźć? Nijak. Być może będzie bałagan, brak informacji i kolejki do nielicznych punktów zbiórki.

Konsekwencje mogą być odczuwalne bardzo blisko nas, bo przecież odpady gromadzone w niezabezpieczonych miejscach, bez nadzoru i bez standardów, mogą pojawić się tuż obok naszych domów i osiedli.

Krajowa Izba Gospodarcza “Przemysł Rozlewniczy” podkreśla z kolei, że konsumenci nie mają wystarczającej wiedzy o systemie kaucyjnym.[6] W raporcie “W pułapkach jednorazowości. Co Polacy wiedzą o nadchodzącym systemie kaucyjnym? Analiza stanu wiedzy, postaw i oczekiwań wobec systemu kaucyjnego w Polsce”[7] wskazano, że 23% Polaków nie słyszało o systemie kaucyjnym. Brak kampanii informacyjnej może powodować dodatkowe komplikacje – nienależycie poinformowany konsument może nie wiedzieć, że trzeba zwracać opakowania i odpady opakowaniowe.


[1] https://www.pit.pl/aktualnosci/system-kaucyjny-male-firmy-przed-duzymi-wyzwaniami-czy-zdaza-sie-przygotowac-1011618

[2] https://www.wiadomoscihandlowe.pl/opakowania-i-recykling/system-kaucyjny-gwozdziem-do-trumny-malego-handlu-andrzej-gantner-przestrzega-2528206

[3] https://www.portalspozywczy.pl/handel/wiadomosci/najpierw-rossmann-potem-leroy-merlin-te-produkty-znikna-z-polek-w-pazdzierniku,279902.html

[4] https://raportcsr.pl/system-kaucyjny-w-polsce-startuje-1-pazdziernika-sieci-handlowe-pod-presja-czasu/

[5] https://medicalpress.pl/aktualnosci/apteki-w-systemie-kaucyjnym-farmaceuci-protestuj-nie-jestemy-punktem-recyklingu_KzRDrrlAJ4/

[6] https://biznes.newseria.pl/news/na-miesiac-przed,p518073526

[7] Raport jest dostępny na stronie: https://ekobezkantow.pl/raporty/czekajac-na-kaucje/