Wiedza w pigułce

Według przepisów, sklepy powyżej 200 m² będą musiały odbierać butelki z tworzyw sztucznych, puszki i butelki szklane oraz zwracać kaucję, ale… tylko jeśli sklepy oferują napoje, które powinny być objęte systemem kaucyjnym. Część sieci handlowych wycofuje się z ich sprzedaży, byle tylko w systemie udziału nie brać. Dodatkowo, w przypadku mniejszych sklepów <200 m², ustawodawca przewiduje obowiązek odbioru butelek szklanych i możliwość, nie obowiązek, odbioru butelek z tworzyw sztucznych i puszek. To oznacza realne „białe plamy” w sieci punktów zwrotu.

Dzisiejszy system to nie kilka skrzynek ze szkłem za ladą. To miliardowe inwestycje w automaty, systemy informatyczne i logistykę. To skomplikowany system clearingowy, który ma zliczać miliardy transakcji, rozliczać tysiące sklepów i producentów oraz przesuwać środki między operatorami (w ustawie nazywanymi podmiotami reprezentującymi). To gigantyczny łańcuch transportowy – od punktu sprzedaży, przez magazyny, aż po recyklerów.

Dzisiejszy system kaucyjny to złożona i kosztowna machina, która przerzuca ciężar całego procesu na konsumentów. Co więcej, odbierze gminom część przychodów z recyklingu, które dotąd pomagały obniżać opłaty za śmieci, ten koszt zaś pokryją mieszkańcy. Efekt? Drożej, drożej, drożej i trudniej. Dla kogo? Niestety dla nas wszystkich, jako konsumentów i mieszkańców gmin.

System kaucyjny nie dotyczy wszystkich opakowań, tylko wybranych kategorii, tj. obejmuje:

  • butelki jednorazowego użytku z tworzyw sztucznych na napoje o pojemności do trzech litrów, włącznie z ich zakrętkami i wieczkami z tworzyw sztucznych, z wyłączeniem szklanych lub metalowych butelek na napoje, których zakrętki i wieczka są wykonane z tworzyw sztucznych,
  • puszki metalowe o pojemności do jednego litra
  • butelki szklane wielokrotnego użytku o pojemności do półtora litra

Oficjalnie mówi się, że system kaucyjny wystartuje 1 października 2025 roku. To data, która dobrze wygląda w nagłówkach i komunikatach politycznych. Problem w tym, że w ustawie zawarto wyłącznie, że system może ruszyć nie wcześniej niż 1 października. To subtelne sformułowanie oznacza coś zupełnie innego, realny start zależy od tego, kiedy operatorzy (tzw. podmioty reprezentujące) będą w stanie faktycznie uruchomić całą machinę i jaką datę wskazali w swoim wniosku o zezwolenie.

Jak wynika z doniesień prasowych, operatorzy systemu dopiero niedawno otrzymali decyzje, bez których nie mogli realnie zawierać żadnych wiążących umów ani ze sklepami, ani między sobą. Andrzej Gantner, wiceprezes Polskiej Federacji Producentów Żywności, wskazywał w rozmowach z mediami, że część firm składała wnioski już w grudniu, a decyzje otrzymali dopiero w połowie 2025 roku. W praktyce przez kilka miesięcy operatorzy nie mogli ruszyć z kluczowymi przygotowaniami, bo nie znali warunków swoich własnych zezwoleń ani nie mogli zawrzeć kluczowych umów, a bez podpisanych kontraktów i ustalonych warunków system nie jest w stanie działać.

To dlatego eksperci podkreślają, że 1 października nie zobaczymy rewolucji. Nieprzypadkowo część dużych sieci handlowych już zapowiedziała, że woli wycofać ze sprzedaży produkty objęte systemem kaucyjnym niż ryzykować chaos przy jego obsłudze. Innymi słowy, ci którzy mogą, po prostu rezygnują ze sprzedaży napojów objętych systemem kaucyjnym…